Kategorie: Wszystkie | Moje wojaże | O mnie
RSS
czwartek, 09 września 2010
Pierwsza lotnicza przygoda - wylot do USA

Czas na taką malutką retrospekcję...tylko o jakieś 1112 dni :) Jak zawsze większe podróże zaczynały się z tatą, tak było i tym razem gdy oznajmił mi 3 lata temu (w roku 2007), że już pora na mnie abym z nim poleciał za Wielką Wodę. Spodziewałem się, że prędzej czy później uda mi się z nim polecieć ale do pełni szczęścia brakowało mi wizy. Umówiliśmy wizytę w konsulacie w Krakowie i po przyjeździe musiałem sam przejść przez te bramy (dziwna atmosfera panuje wewnątrz) Gdy przyszła na mnie pora to miły pan zaczął mi zadawać pytania po angielsku i po kilku minutach mnie wypuścił i zatrzymał mój paszport. Ogromnie byłem wtedy szczęśliwy, że za pierwszym razem udało mi się uzyskać wizę i małe marzenie o Ameryce się powoli spełnia. W każdym razie jako, że lubię zabawę to wziąłem ze sobą stary paszport żeby trochę się z rodzicami podrażnić. Ochłonąłem w konsulacie i zrobiłem smutną minę oraz wyjąłem ten paszport, jednak chyba za bardzo oczy mi się błyszczały bo rodzice się nie nabrali :P ale ludzie którzy tam stali niedaleko chyba już tak :] Nie potrafię kłamać, więc od razu powiedziałem prawdę, że wizę dostałem i teraz tylko czekać aż kurier ją dostarczy. Ruszyliśmy do samochodu i z powrotem do domu.

Wiza była, więc i bilety lotnicze się kupiło, ostatnią przeszkodą był rok szkolny. W sumie mi to na rękę było, bo oceny znałem wcześniej a dzięki temu, że wylatywaliśmy z Warszawy 10 czerwca, miałem dłuższe o kilkanaście dni wakacje ^^

Lot był z przesiadką: z Warszawy do Paryża i z Paryża do Waszyngtonu liniami LOT i Air France. Przerwy w Paryżu nie było, po wyjściu z samolotu od razu musieliśmy wszyscy przejść do odpraw jakimś bocznym przejściem i od razu do kolejnego samolotu.

Przelot do Francji był moim pierwszym po narodzeniu :P Fajna sprawa, kiedy wszystko co jest za oknem jest takie piękne, małe i można się gapić przez cały lot. Z biegiem czasu (po kolejnych przelotach) nie robi to już takiego wrażenia, ale to pierwsze spojrzenie za okno, start samolotu i lądowanie zostaje na całe życie.

Szybkie przejście do kolejnego samolotu, tym razem dużego (3-4-3) boeinga i kolejny lot tym razem około 6h. Na szczęście był minikomputer w nagłówku więc oglądałem filmy i patrzyłem na obecną prędkość i położenie, była noc więc za oknem nie było widoków bo lecieliśmy nad oceanem.

pierwsze widoki w USA :)

W USA byliśmy na około 19 tamtejszego czasu, wspólna kolacja, przywitanie z kuzynami, rozpakowanie, granie na xboxie do 2 rano i później poszedłem spać. Jakie było moje zdziwienie gdy pierwszego dnia wstałem o 13!! czyli w Polsce byłaby 19 ^^ ale to po prostu zmęczenie po locie i zmianie strefy czasowej.

Pierwsze dni mijały mi na poznawaniu okolic, pożyczałem rower kuzyna gdy był w pracy i sobie jeździłem. Mają dużo ścieżek rowerowych więc miło się jeździło. Pierwsze rozmowy po angielsku z przypadkowymi przechodniami, pierwsze samotne zakupy :) Ogromnie pozytywne wrażenie. Po prostu zakochałem się w tym miejscu bez pamięci :) Tych dni spędzonych w Falls Church nie zamieniłbym za żadne inne miejsce :)

Dzięki temu, że w tym samym czasie był tam wujek z Włoch to na weekendach jeździliśmy po Wschodnim Wybrzeżu i sporo zwiedzaliśmy.

cdn wraz ze zdjęciami niebawem :)

10:58, in80yearsaroundtheworld
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 sierpnia 2010
Warszawa

Tytuł wskazuje na naszą stolicę, jednak nie o zabytkach będzie mowa. O tym może innym razem, a to dlatego, że dosyć często bywam w Warszawie, chyba wszystkie zabytki już widziałem i poniekąd czuję się związany z tym miastem. To tak jakbym opisał zwiedzanie własnego miasta, a to wydaje mi się dosyć dziwne. Przechodząc do tego co chciałem napisać...

Dzisiejszy dzień, niby pechowy bo w końcu jest 13 sierpnia i to do tego w piątek, był dla mnie dosyć ciekawy. Miałem okazję być na miejscu gdzie prawdopodobnie tworzy się historia, a mianowicie byłem pod Pałacem Prezydenckim jeszcze z krzyżem. Doświadczyłem to co niektórzy mogli zobaczyć w telewizji - rzeczywiście stoi wiele osób, jest również wielu którzy podobnie jak ja przyszli aby zobaczyć to na własne oczy. Istnieje także możliwość zapisów na czuwanie (że też nikt jeszcze nie został przekupiony aby podczas własnego czuwania wynieść krzyż ^^), jest obecna telewizja, policja i mundurowi także bezpieczeństwo zachowane :]

Kolejnym miejscem do którego się udałem był Plac Konstytucji, na którym był pokaz flamenco i śpiewy hiszpańskie. Ciekawe, dla mnie tym bardziej, że uczę się hiszpańskiego. Niektóre słowa były dla mnie zrozumiałe, co mnie cieszyło, jednak widzę, że mam ogromne braki i muszę się wziąć ostro do pracy.

W między czasie kupiłem bilet na pociąg i w już jutro przemieszczę się dalej, tydzień pobytu w Wawie mi wystarczy :) Kraków nadchodzę! Czas sprawdzić co się dzieje w mieście, w którym studiuję :]

19:30, in80yearsaroundtheworld
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 lipca 2010
O mnie

Zacznijmy od początku - pierwsza podroz samolotem odbylem w 1990 roku na dwa miesiace przed swoimi narodzinami. Leciałem wtedy z rodzicami do Włoch jako pasazer na gape :)
Na kolejny lot przyszło mi czekać az 16 lat...ale zawsze korzystalem z okazji do podrozowania.
Od tamtej pory tak bardzo polubiłem odkrywanie nowych części świata, że przynajmniej raz w roku poznaję jakieś nowe miejsce.
Na codzień jestem pełnym optymizmu studentem i jak na studenta przystało to staram się zwiedzać prawie po najniższych kosztach ;)
Poza tym lubię sporty takie jak pilencja, bieganie, plywanie i jazde na rowerze, a wieczorami często gram w pokera.

02:07, in80yearsaroundtheworld , O mnie
Link Komentarze (1) »
Moje wojaże ;)

Z przyjemnością przedstawiam listę w krajów w których miałem okazję postawić swoją stopę, mam nadzieję, że z czasem lista ta będzie coraz dłuższa :)

Słowacja
Austria
Włochy
Watykan
Francja
Niemcy
Czechy
Węgry
Ukraina
Łotwa
Szwecja
USA
Holandia
Belgia
Anglia
Hiszpania

02:07, in80yearsaroundtheworld , Moje wojaże
Link Komentarze (1) »
Szlakiem wodnych węży :)

Właśnie wróciłem ze spływu pontonem po rzecze San. Wypłynęliśmy razem z przyjacielem z Krzeszowa i płynęliśmy do Stalowej Woli. Trasa miała długość około 30km. Czas potrzebny do przebycia tego odcinka to lekko ponad 8h. My płynęliśmy bez prowiantu, ale Wam tego nie polecam :) Do Krzeszowa dotarliśmy dzięki dwóm miłym Panom, którzy wzięli nas na stopa. Początkowo trasa miała być 4 razy krótsza - od Zarzecza do Stalowej Woli. Udało się jednak przepłynąć całą trasę z kilkoma odpoczynkami na wodzie. Podczas machania wiosłami minęliśmy co najmniej jednego płynącego węża i to wydarzenie zainspirowało mnie do zatytułowania tego posta. Aktualnie jestem bardzo zmęczony ale postanowiłem zamieścić chociaż jedno zdjęcie z wyprawy :)

Ja i Wielka Stopa :)

 

 

 

01:40, in80yearsaroundtheworld
Link Komentarze (1) »
Waka Waka

Sanibonani! co w języku Zulu oznacza "Witajcie"
Jako, że istnieje wiele blogów w Internecie, to i ja postanowiłem zaistnieć w tej materii :)
Głównym tematem przewodnim będą podróże z moim udziałem (finansowym :)) a czasem postaram się zamieścić jakieś inne tematy-niespodzianki.
No to zaczynamy :)

01:36, in80yearsaroundtheworld
Link Komentarze (1) »